Kocham to uczucie swobody, wiatru we włosach i totalnej wolności. Przeskoczyłam krzaki i wylądowałam na polanie, na której obozowałyśmy razem z innymi Łowczyniami.
Wieczna młodość jest spoko, pomyślałam, wbiegając miedzy namioty i hamując. Już na zawsze zachowam sprawność szesnastolatki.
Odwróciłam się i spojrzałam na Łowczynie dopiero wybiegające z lasu. Byłam z nich najszybsza, bo jednak, choć nie umiałam latać jak Jason, to potrafiłam panować nad wiatrem na tyle, by mniej się męczyć przy długim sprincie. Uśmiechnęłam się. Kochałam te dziewczyny, ale bolało mnie, że moi przyjaciele z Obozu Herosów... Już widziałam, jak dorastają, dobierają się w pary, planują przyszłość. Nie, żebym chciała chłopaka, ale... normalne życie to coś cool.
- O - em - gie, to było zaczepiste! - zapiszczała zdyszana Roxi. Nasz nowy nabytek. Szkoda, że jako porucznik muszę być bezstronna, bo najchętniej zadałabym jej dodatkowe prace. - Czekajcie, wrzucę selfie na fejsa...
Sięgnęła do kieszeni po telefon, którego nie miała, a jej mina zrzedła, kiedy uświadomiła sobie tragiczny brak. Wstępując do nas, zbagatelizowała nasze ostrzeżenia o zakazie elektronicznych urządzeń. Chyba nawet nie wiedziała, że telefon się do nich zalicza. To smutne.
- Zresztą nieważne - bąknęła i szybkim krokiem udała się do swojego namiotu, przy akompaniamencie ściszonych chichotów Łowczyń.
Mnie także rozbawiła sytuacja, ale jako porucznik musiałam dawać dobry przykład.
- Ejże, moje panie. Jest nowa, jeszcze przywiązana do dawnego życia. Trzeba jej wybaczyć.
Dziewczyny spuściły wzrok i splotły dłonie przed sobą. Miały do mnie szacunek, zwłaszcza, gdy je beształam. Wiedziały o mojej zdolności przywoływania piorunów i nie chciały być do odstrzału.
- Wybacz, Thalio.
- Nie przepraszajcie mnie, tylko Roxi - odpowiedziałam łagodnie. - Idę do siebie, a wy z nią pogadajcie. Biedna, była uzależniona od telefonu.
Poszłam do swojego prywatnego namiotu, gdzie z ulgą zrzuciłam strój bojowy. Tak, może było to nierozsądne - Łowczyni musi być zawsze gotowa - ale byłam już taka zmęczona, a nic nie wskazywało by dzisiaj miało się coś wydarzyć
Bogowie, jakże się myliłam.
Odpoczęłam raptem godzinkę, kiedy Ida rozchyliła wejście do mojego namiotu i zawołała:
- Ktoś idzie, Thalio.
- Wiadomo, kto?
- Chłopiec - zmarszczyła się. Jedna z najzagorzalszych feministek w gronie Łowczyń. - Biegnie i drze się, że chce z tobą porozmawiać. Nie wiem, jak znalazł nasze obozowisko.
- Może być z Obozu Herosów - ożywiłam się i zaczęłam zakładać kurtkę. - Obiecaliśmy im zawsze pomagać. Porozmawiam z nim.
Wyszłam z namiotu z łukiem w gotowości. Łowczynie już utworzyły szyk obronny wokół mnie. No tak, pod nieobecność Artemidy jestem najważniejszą osobą.
- THALIA! - wydarł się chudy chłopak i wbiegł na polanę. Wyhamował, widząc kilkadziesiąt wkurzonych, uzbrojonych i nienawidzących mężczyzn dziewczyn na swojej drodze.
Wyszukał mnie wzrokiem wśród tłumu, a mnie zajęło chwilę, zanim go rozpoznałam. Connor Hood. Albo Travis.
- Puśćcie go - powiedziałam do Natalie i Kellie, łapiących chłopaka za ramiona. - Znam go.
Wypuściły półboga, ale nadal trzymały się blisko niego. Pozostałe Łowczynie rozdzieliły się na dwa, robiąc mu przejście do mnie.
- O co chodzi, Connor? Travis. Jeden z nich - zapytałam.
- O Connora - wydyszał chłopak. - Nie wiem, co się z nim stało. Po prostu, kiedy się obudziłem jego nie było w łóżku, a kiedy wyszedłem z domku go szukać, biegał po pawilonie jadalnym w figach i staniku Elisy Krueger i krzyczał "uu - uu!". I gdyby nie to, że to takie straszne, umarłbym ze śmiechu. Kiedy chciałem go złapać, uciekł na czworakach do lasu. Ale zmienił repertuar, bo zaczął krzyczeć "nenenenenene".
Kilka Łowczyń zaśmiało się po cichu, ale zaraz odzyskały fason. I ja pozwoliłam sobie na jedno parsknięcie.
- Ale dlaczego przyszedłeś tutaj, zamiast, na przykład, dogonić brata na pegazie albo strzelić w niego środkiem usypiającym?
- Próbowałem, ale ta damska bielizna musi mieć jakieś mroczne moce. Jest pierońsko szybki.
Chichoty się wzmogły. Zakaszlałam, by ukryć śmiech. Biedny Travis, taki przywiązany do brata, mógłby odebrać to nie tak, jak powinien.
- Ale skąd wiedziałeś, że tu jesteśmy? - zadała zasadnicze pytanie jedna z najstarszych Łowczyń w gronie.
- Ja... - bliźniak się zarumienił. - Grover mi powiedział. Wyczuł was w pobliżu.
Kiwnęłam głową.
- Pomożemy ci wytropić brata. Pamiętasz, w którą stronę pobiegł?
Travis pokiwał głową i wskazał na wschód.
- Dziękuję - powiedział, a ja słyszałam, że mówi szczerze. Ten pajac, mimo wesołego usposobienia, naprawdę kocha brata i martwi się o niego, chociaż sytuacja jest naprawdę komiczna.
Kiwnęłam głową i zwróciłam się do dziewczyn:
- Łowczynie, nowa misja! Wezwać wilczyce, mają wytropić i ewentualnie powalić, ale nie robiąc krzywdy, Connor'a Hood'a
Sześćdziesiąt dziewcząt zasalutowało i się rozbiegło. I ja popędziłam po pociski ze środkiem usypiającym. Nie chcemy zastrzelić Connora i powiesić sobie jego głowy na ścianie. Chociaż to by było super.
Znalezienie bliźniaka nie było takie trudne. Zajęło nam to ledwie piętnaście minut - Hood robił fikołki nad strumieniem i wył "tarara tarara tarara!". Kiedy nas zobaczył, zawołał "niaaaa!"i na czworakach pogalopował w gąszcz.
- Złapać go! - zawołałam i sama pobiegłam. I to wspaniałe uczucie wspólnoty, kiedy ty i twoje przyjaciółki gonicie po lesie oszalałego syna Hermesa w damskiej bieliźnie. Czujesz ich bliskość i wsparcie.
Travis miał jednak rację, Connora nie dosięgały żadne pociski usypiające, wymykał się nawet wilkom. Jak to możliwe, że człowiek na czworakach potrafi przegonić te piękne stworzenia? NIE WIEM.
Wobec braku innych możliwości, wzniosłam modlitwę do Artemidy.
Artemido, moja pani. Proszę, pomóż nam upolować tegoż półboga.
Artemida jest moją ulubioną boginią między innymi dlatego, że prawie zawsze odpowiada na modlitwy. Chłopak gnający przed nami nagle zahamował, wygiął plecy w łuk i zawył. Jego brat wrzasnął, przerażony i już po chwili te pięćdziesiąt metrów od nas stał kondor w staniku i figach.
-Nar, nar, nar, nar! - zagdakał. - Naaaaaar!
- Tak! - zawołałam ucieszona. - Dzięki, Artemido. BRAĆ KONDORA!
Dziewczyny wydały okrzyk bojowy i popędziły. Ptaka, o dziwo, pochwyciła Roxi i podeszła do mnie wśród wiwatujących Łowczyń z kondorem Connorem w ramionach.
- Stary! - ucieszył się Travis i przytulił do siebie obleśny łeb ptaka. - Już nigdy więcej staników!
- Nar, nar? - zainteresował się kondor Connor.
Ida zmarszczyła nosek.
- Typowy facet. Nawet jako ptak myśli tylko o jednym.
Roześmiałam się i zadarłam głowę:
- Dzięki ci, pani Artemido! Prosimy, aby już pani odmieniła kondora Connora. Po tym, jak go zwiążemy.
Związałyśmy ptakowi nogi, skrzydła, i, na wszelki wypadek, dziób. Kiedy skończyłyśmy, przez las przebiegł wiatr, a pod u naszych stóp leżała kopia Travisa, tylko związana, zakneblowana i odziana w damską bieliznę.
- Rany, szkoda, że nie mam telefonu - jęknęła Roxi. Uciszyły ją, ale zaiste, szkoda, że nie mogłyśmy tego udokumentować. Oto miażdżąca wygrana kobiet nad mężczyznami, oto, u naszych stóp, leży związany chłopak w damskiej bieliźnie. Ta chwila pozostanie w naszych nieśmiertelnych umysłach na zawsze.
- Stary! - Travis przypadł do brata i zerwał mu knebel. - Stary, mów do mnie!
Connor spojrzał na bliźniaka nieprzytomnym wzrokiem, otworzył usta i przemówił:
- Stary... czy ja byłem kondorem?
- Tak, stary.
- A wcześniej biegałem po lesie w bieliźnie Elisy Krueger?
- Dalej w niej jesteś, stary.
- Stary... - chłopak westchnął w ramionach brata. - To było zaczepiste.
Travis wyszczerzył się szeroko, jak tylko potrafi syn Hermesa.
- Staryyy... nigdy ci tego nie zapomnę! - roześmiał się. I my, Łowczynie, dołączyłyśmy się do radości chłopców. Nawet Ida się uśmiechnęła i parsknęła kilka razy.
Polowanie na kondora Connora było zdecydowanie jednym z tych, jakie pamięta się już na zawsze. A obraz Connora Hood'a w damskiej bieliźnie, przemierzającego las na czworakach już zawsze pozostanie w mojej pamięci.
Nota: Pierwszy Epizod, na początek zabawnie i luźno :) Zapraszam do pisania opinii pod komentarzami albo przysyłania ich na email olga.papaj13@gmail.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz